Dlaczego zapaść na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych w USA powoduje załamanie na warszawskiej giełdzie? Czy któryś z naszych funduszy hedge poległ na inwestycjach w ten segment rynku? Czy padł jakiś bank? W sektorze bankowym nadal mamy nadpłynność. NBP nie musi ratować banków zastrzykami gotówki tak jak EBC czy kilka innych banków centralnych.
No tak, oczywiście - kryzys na rynku nieruchomości w USA to przecież w efekcie mniej pieniędzy wydanych przez Amerykanów na konsumpcję (od lat traktują swoje domy jak bankomaty ale ostatnio coś się zacięło). Na apetycie konsumpcyjnym Amerykanów "wisi" wiele światowych gospodarek - przede wszystkim chińska. Stąd analitycy powtarzają regularnie medyczny bon mot, że kichnięcie USA to grypa w wielu innych krajach.
Ciąg logiczny oczywiście można ułożyć bez większych problemów. Sęk w tym, że głównym partnerem gospodarczym Polski nie są Stany, lecz Niemcy (tam gospodarka też co prawda zwalnia ale nie w takim tempie jak amerykańska). Sytuacja gospodarcza Polski jest nadal bardzo dobra. Na przykład w czwartek 10 sierpnia - w przeddzień "czarnego piątku na GPW - GUS podał, że średnie miesięcznie wynagrodzenie w II kwartale wzrosło w relacji do analogicznego okresu w ubiegłym roku o 8,9 proc. Był to wynik powyżej oczekiwań. Namacalny dowód na to, że można oczekiwać wzrostu wydatków konsumpcyjnych Polaków. Ważniejszą informacją tego dnia były jednak kłopoty BNP Paribas z funduszami hedge, a dane GUS zostały zinterpretowane jako zwiększające szasnę na kolejne podwyżki stóp procentowych. Każdy kij ma zawsze dwa końce.
Oczywiście powyższe dywagacje mają dość naiwny charaketr - wiadomo, że giełdy na świecie stanową system coraz silniej połączonych naczyń. Na przykład korelacja między indeksem WIG20 a S&P 500 (odpowiednio: 20 i 500 największych spółek giełdowych w Polsce i USA) wynosi ok. 0,6. To jest bardzo wysoki poziom, który podczas spadków dodatkowo się podwyższa. Dlaczego tak się dzieje? "Winny" jest temu coraz szybszy obieg informacji oraz komentarzy do nich. Polski inwestor bardzo szybko dowiaduje się na przykład, że wskaźnik aktywności gospodarczej w okolicach Chicago był niższy/wyższy od "oczekiwań". Taki inwestor oczywiście uznaje to za bardzo istotną informację i reaguje.
Wskaźników jest mnóstwo, bardzo często ich odczyty są sprzeczne - nie da się na ich podstawie wyciągnąć wniosków np. co do ogólnej sytuacji na danym rynku. Na przykład w czerwcu pozytywnie zaskoczył wszystkich 5-procentowy, najwyższy o 3 lat, wzrost indeksu opisującego liczbę spodziewanych transakcji sprzedaży domów (Pending Home Sales Index). Tego typu dane stoją w sprzeczności z powszechną świadomością o tym, że na amerykańskim rynku nieruchomości jest bardzo źle i będzie coraz gorzej.
Fakt jest faktem i mamy giełdę, która w mniejszym stopniu zależy od tego co się dzieje na naszym podwórku. Rządzą nią globalne "niusy", coraz obficiej komentowane lokalnie. To przekłada się na bardzo słabą przewidywalność sytuacji na parkiecie. Ciekawy tekst na ten temat pojawił się ostatnio we Wprost. Jednym z przykładów nieprzewidywalności giełdy jest Wigometr - rodzaj zbiorowej "prognozy pogody" na parkiecie na najbliższy tydzień. Mimo, że prognozują profesjonaliści, okazuje się, że skuteczność ich przewidywań jest zerowa, a rozkład trafień losowy.
Indywidualny inwestor ma jedną bardzo skuteczną broń do walki z nieprzewidywalnością rynku. Ta broń to cierpliwość. Jak powtarzają wszelkiej maści dorady finansowi, giełda w długim okresie przynosi wyższe stopy zwrotu niż np. obligacje czy inne aktywa. Te długoterminowe stopy na rozwiniętych rynkach kształtują się na poziomie 10-12 proc. rocznie. Problem w tym, że mało kto tyle zarabia. Podejście "wpłacić i zapomnieć" jest - moim zdaniem - obce ludzkiej naturze. No chyba że weźmiemy pod uwagę osoby z zaburzeniami pamięci.
Większość z nas po prostu obserwuje losy swoich giełdowych czy funduszowych oszczędności i co pewien czas wykonuje jakieś posunięcia. I wtedy najczęściej tracimy. Z jednej strony mamy więc długoterminowe wyniki indeksów giełdowych (10-12 proc.), a z drugiej nasze "prywatne" wyniki inwestycyjne - z reguły na dłuższą metę znacznie niższe. Wiele osób, które zaczęły swoją przygodę z giełdą 2 czy 3 lata temu pewnie zaśmieje się w głos. Radzę jednak rozpocząć podsumowywanie swoich giełdowych osiągnięć po 10 czy 15 latach.
Czy można uwolnić się od globalizacji w inwestowaniu? Tak. Jest rynek, którego podstawową cechą jest lokalność. To nieruchomości. W USA jest kryzys, w Polsce wziąż jeszcze hossa - jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Na rynku nieruchomości trudno spekulować, chociaż w rozwiniętych i bogatych społeczeństwa to także dzieje się na dużą skalę. Tak czy inaczej bardzo wiele zależy tutaj od - nomen omen - fundamentów. W Polsce brakuje mieszkań, brakuje przygotowanych pod inwestycje gruntów, rośnie dostępność kredytów i dochody ludności - mieszkania drożeją. Jeśli zaczną tanieć to też nie w jakiś wtorek czy piątek, lecz stopniowo. Wynika to oczywiście ze specyfiki obrotu nieruchomościami - nie sprzedaje się ich w kilka sekund, kilkoma kliknięciami myszki.
Przy tej okazji warto wspomnieć o tym, że nieruchomości w ostatnich kilku latach próbuje się "pożenić" z giełdą. Różnie to wychodzi. Ogromną popularność zyskują sobie konstrukcje prawne o nazwie Real Estate Investment Trusts (REIT, czyt. rit). To spółki giełdowe których jedynym zadaniem jest kupowanie biurowców, mieszkań czy centrów handlowych, a następnie wypłacanie w postaci dywidendy zdecydowanej większości dochodów uzyskiwanych z wynajmu tych obiektów. Akcje REIT-ów są oczywiście notowane. Sęk w tym, że zachowują się jak typowe spółki giełdowe a nie jest stabilne portfele konkretnych obiektów.
Na przykład kursy austriackich firm silnie zaangażowanych w nieruchomości regionu Europy Środkowo-Wschodniej (np. Immofinanz, Immoeast, CA Immo) w ciągu 2-3 miesięcy przed wakacjami potraciły po 15-20 proc. Czyżby jakis krach na rynku nieruchomości Bułgarii czy Rumunii? Nic z tych rzeczy. Witamy na giełdzie.
Nieco inaczej może wyglądać inwestowanie w nieruchomości z wykorzystaniem zamkniętych funduszy inwestycyjnych. Takie fundusze również kupują określone obiekty. Ich certyfikaty są jednak regularnie, najczęściej co miesiąc, wyceniane na podstawie wartości portfela. Inna sprawa, że rzeczywistą wartość można poznać dopiero wtedy, gdy dany obiekt zostanie sprzedany. Tak czy inaczej, jesteśmy już bliżej realnej wartości obiektów. Oczywiście same certyfikaty są jednocześnie notowane na giełdzie a tam już ceny są zupełnie oderwane od "księgowej" wyceny - zwracała na to uwagę kilkakrotnie firma Analizy Online. Tymi cenami posiadacz certyfikatów może się jednak nie przejmować. No chyba, że chce wyjść z inwestycji.
Podsumowując, geograficzna dywersyfikacja portfela - jak najbardziej. To jednak nie wystarczy. Mając w portfelu akcje amerykańskie, japońskie, brazylijskie i polskie wcale nie minimalizujemy znacząco ryzyka przejściowych strat. Należy uzupełniać portfel o aktywa nieskorelowane z giełdą - fundusze hedge czy lokaty strukturyzowane. I oczywiście nieruchomości - jedyną formę lokaty kapitału, które opiera się globalizacji.




Nie było to kiedyś jak chłopu na wsi. Najczęściej inwestował w buroki i zimioki, miał
krowę, która dawała mleko i najczęściej jednego konia mechanicznego do pociągania
wozu z dyszlem. Siwuchę sączył z ziemniaków jak miał już dość tego padołu i nawet
żona napastująca za to, że wysączył za dużo była jakby z innego świata, taka jakby
kolorowa - jak w cyrku. Zamiast na parkiet chodził do kościoła i nie spowiadał sie
przed komisją sejmową, tylko przed proboszczem. A czy w Hameryce było dobrze, czy
źle, na jakijsiej giełdzie, panocku, toc nie miało wpływu na jego buroki. Do biedy
był wzwyczajony a i spadki po sączeniu nie obce mu były. Wzrastały mu jedynie dziecki
i to dużo, tak że po siwusze to ani imion se przypomnieć nie umiał - tyle ich było -
wzrost ja trza płorzondny, jak proboszcz przykazali. A teraz na wsi zamiast chłopa
agroturystka i udziały w TFI, panie Internat mają z kabla i myślą co tam w Ameryce,
fundusze heczinkowe, cy jakisie inne, spadnom, cy ni.
Jak zbankrutujem matka to kupim se znowu krowe i będziemy jom doić, a kuniem to
zaołzemy tom całom hamerykańskom lichwe, amen. skomentuj
ogonem zamiata :)))) skomentuj
Nie cieszyłbym się tak zupełnie z tego wzrostu płac, bo jest on w dużej mierze
również skutkiem wyczerpywania się mocy produkcyjnych w Polsce. Pracowników nie
przybywa, coraz trudniej o dobrych specjalistów i solidne wykwalifikowane kadry w
Polsce. Stąd płace będą rosły by zatrzymać tych co sa w tych firmach, w których
pracują, ale nie wpłynie to pozytywnie na gospodarkę. Konsumpcja wzrośnie, zgoda, ale
co kiedy przestanie za tym nadganiać produkcja.
No i zgodzę się, że na nieruchomosci to teraz niezbyt czas, zwłaszcza te lokalne ;) skomentuj
nieodpowiedni na nie czas w Polsce.Przy zakupie nieruchomosci nalezy uwzglednic
jedna bardzo wazna rzecz:LOKALIZACJE.Poza Warszawa jest wiele innych miejsc ,na
ktorych mozna jeszcze zyskac np.Swinoujscie,Gdynia ktora przy budowie Sea Towers
nabiera rozpedu.A slyszal Pan chociazby o Lagowie Lubuskim?Tam wlasnie po 2009
zacznie sie goraczka zakupow przez sasiadow z zachodniej granicy,bo wlasnie wtedy
ma wejsc ustawa zezwalajaca Niemcom i innym cudzoziemcom kupowanie dzialek
rekreacyjnych.Zalezy im na tych terenach z logicznego punktu widzenia,zadna cena
ich nie zniecheci,bo to bogaty narod,a wtedy ceny dzialek pojda w
gore.Nieruchomosci to nie tylko budynki,mieszkania,to rowniez grunty.A tak na
marginesie nieruchomosci mozemy kupowac bez ograniczen poza Polska np w
Malezji.Wszedzie trzeba tylko dostrzec odpowiednia okazje,chwycic ja i umiejetnie
wykorzystac.Podobne zachowanie mozna zauwazyc wsrod niektorych samcow w stosunku
do kobiet.Zycze powodzenia i wiekszej dawki optymizmu skomentuj
No i po co tak naganiać znowu na te nieruchomości, podczas gdy ceny już stanęły,
zbliża się duża podac w okolicach 2009, a zagraniczni inwestorzy realizują zyski ...
Panie Macieju ... nawet w RedNecie nabijają się z Pana. skomentuj
zgodzę.
Mówi Pan że nawet w Rednecie.. To już rzeczywiście nisko upadlem :) skomentuj
Witam Panie Macieju, przy okazji powyższych rozważań mam pytanie- dużo się ostatnio
mówi o kłopotach hedge fundów zaangażowanych pośrednio w kredyty subprime w Stanach.
Czy uważa Pan, że którykolwiek z funduszy hedżingowych dostępnych w Polsce również
może mieć z tego tytułu jakieś problemy? skomentuj
nie angażuje się w tego typu aktywa. Oczywiscie są na rynku fundusze dostępne
poza publicznym obrotem i tutaj już to ryzyko może się pojawić. skomentuj
koniec roku mial akcje countrywide (niewiele, ale mial)
A moze ktorys z funduszy obligacyjnych inwestujacych za granica mial "cudwone
papiery" skomentuj
sprzed ponad pół roku. No chociaż Union Inv. chyba podaje co miesiąc ale
to tylko główne pozycje portfela. skomentuj
czy opłaca się teraz kupować mieszkanie ?
chf, 300000, 15 lat ?
pozdrawiam skomentuj
miastach jest jeszcze potencjał wzrostu. Polecam np. raporty szybko.pl
czy Rednet. Generalnie jednak myślę że lepszą inwestycją sa teraz
grunty - szczególnie działki rekreacyjne. skomentuj
:-0 skomentuj