Alternatywy więcej niż cztery
 Oceń wpis
   

Po styczniowych spadkach wielu inwestorów – moim zdaniem niesłusznie – będzie przez jakiś czas unikać giełdy. Będą szukać alternatyw - nowego eldorado. Oby tylko nie były to pozorne alternatywy.

Sztandarowym przykładem mogą być otwarte fundusze nieruchomości, który w rzeczywistości kupują akcje firm deweloperskich. Inwestycja w taki fundusz nie ma wiele wspólnego z zakupem mieszkania czy gruntu. Jednocześnie jednak na giełdzie można znaleźć certyfikaty zamkniętych funduszy nieruchomości. A to zupełnie inna sprawa. Kupują one fizyczne obiekty – biurowce, centra handlowe czy wręcz angażują się w deweloperkę”. Wycena takiego funduszu na dłuższą metę będzie zależeć od wartość tego co ma w portfelu. Na krótką metę może natomiast podlegać giełdowym wahaniom, a to stwarza okazje inwestycyjne. Na przykład ostatnio certyfikaty funduszy notowane są 15-20 proc. niżej niż ich faktyczna „księgowa” wartość. Kilkanaście miesięcy temu w czasie mieszkaniowej hossy sytuacji była odwrotna.

Złoto – to oczywiście propozycja na trudne czasy. W pierwszej połowie ubiegłego roku cena tego kruszcu była stabilna na poziomie ok. 660 dolarów za uncję. Pod koniec sierpnia gdy na sytuacja na giełdzie zaczęła się psuć złoto zaczęło rajd w górę – w ciągu 5 miesięcy podrożało aż o 42 proc.! Taka dynamika przypomina raczej notowania giełdowe niż „bezpieczną przystań” jaką ma być inwestycja w złoto. Faktem jest że złoto w ostatnich latach stało się takim samym przedmiotem gdy podaży i popytu (czy wręcz spekulacji) jak akcje. Z pewnością jest alternatywą dla giełdy z uwagi na ujemną korelacją. Należy jednak brać pod uwagę głębokie i gwałtowne korekty. Polski inwestor dodatkowo powinien uwzględnić ryzyko kursowe – wspomniany wzrost ceny złota dotyczy dolarów, a kurs amerykańskiej waluty w ciągu ostatnich 6 miesięcy spadł o 13 proc. tak więc zysk w złotówkach jest niższy. Ryzyka kursowego można uniknąć inwestując w lokaty strukturyzowane oparte na złocie.

W przypadku wszystkich produktów finansowych warto zwrócić uwagę na to na czym faktycznie opiera się dana inwestycja. Podobnie jak w przypadku nieruchomości „zamiennikiem” złota mogą być firmy zajmujące się jego wydobyciem i sprzedażą. Co prawda w tym przypadku związek notowań giełdowych z kursem kruszcu jest silniejszy – trudno jednak mówić o bezpośredniej inwestycji w złoto. Produkty strukturyzowane mogą opierać się np. na tzw. indeksach excess return. Przykładem jest ostatnia lokata strukturyzowana firmy Goldenegg – indeks taki wiernie śledzi ceną złota jednak od jego wyników odejmowana jest stopa wolna od ryzyka (np. LIBOR). Na dłuższą metę indeks będzie miał więc nieco słabsze wyniki niż faktyczna cena złota. Trzeba jednak przyznać, że informację o tym znajdziemy w materiałach o wspomnianej ofercie.

W dużym stopniu niezależnie od giełdy zachowują się surowce rolne – np. pszenica, soja, kukurydza. Mamy tutaj do czynienia z podobną sytuacją jak w przypadku złota – bardzo dynamiczne wzrosty w ciągu ostatnich kilku/kilkunastu miesięcy. Banki inwestycyjne zachęcają jednak do zakupów twierdząc, że notowania są wciąż niskie w ujęciu realnym (uwzględniając inflację) w relacji do swoich historycznych maksimów. Inwestując w tę klasę aktywów (a tak naprawdę we wszelkiego typu surowce) należy zwrócić uwagę na pewien „technologiczny” aspekt tworzenia produktów finansowych.

W towary rolne inwestuje się za pomocą kontraktów terminowych. W danym momencie notowanych jest często kilka czy kilkanaście serii zapadających np. za 1,3, 5 czy 9 miesięcy. Powszechnych zjawiskiem na rynku surowców jest tzw. contango – im dłuższy termin do wygaśnięcia tym droższy kontrakt (uwzględniany jest bowiem tzw. cost of carry czyli m.in. koszt przechowywania surowca).Wszelkie indeksy śledzące zmiany ceny surowców muszą sobie radzić z tym zjawiskiem – indeks działa przecież przez lata, a więc musi „przeskakiwać” z kontraktu na kontrakt. W praktyce oznacza to, że przesiadka z wygasającego właśnie kontraktu na nowy który kończy się np. za kilka miesięcy oznacza stratę (nowy kosztuje więcej). Powstało więc wiele indeksów w ramach których zmiany kontraktów odbywają się w sposób inteligentny – tak by ograniczyć straty, a wręcz zyskać na zjawisku contango (lub jego przeciwieństwie, czyli backwardation). Dla przykładu „inteligentny” indeks Deutsche Banku od stycznia 2001 zyskiwał ok. 21 proc. rocznie podczas, gdy „zwykłe” indeksy oparte na podobnym koszyku surowców jedynie 9-11 proc. Dlatego tak istotna jest inżynieria finansowa – nie wystarczy informacja że inwestujemy z pszenicę czy soję.

Pamiętajmy, że instytucje finansowe zawsze będą starać się sprzedać to co w ich odczuciu kupi przysłowiowy „ciemny lud”. Teraz giełda przez jakiś czas będzie „be”, a na tapecie pojawią się liczne alternatywy i „alternatywy”. Dla inwestorów może to oznaczać, wejście na rynki których potencjału nie są w stanie ocenić, często też za pośrednictwem bardzo skomplikowanych produktów finansowych. Wszelkie wspaniałe koncepty trzeba więc szczególnie dokładnie analizować, by nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Komentarze (6)
Jak inwestują nabogatsi
 Oceń wpis
   

 

Fundusze inwestycyjne? Lokaty? Raczej nie.  Najbogatsi ludzie na świecie mają znacznie bardziej wyrafinowany gust jeśli chodzi o inwestowanie. Wymagają nie tylko zysku ale także dodatkowych wrażeń estetycznych. To dlatego na znaczeniu zyskuje tzw. inwestowanie w pasje. Sprawdźmy co jeszcze można znaleźć z najgrubszych portfelach.

Według raportu Merrill Lynch i Capgemini na świecie w 2006 było już 9,5 miliona osób o aktywach wartych przynajmniej milion dolarów. To o ponad 8 proc. więcej niż w roku poprzednim. I trudno się dziwić – hossa na rynkach finansowych, szybki wzrost PKB w większości najważniejszych krajów pompowały wartość majątków. I to nie tylko w USA. Grono milionerów rosło najszybciej w… Afryce (+12,5 proc.) i na Bliskim Wschodzie (11,9 proc.). W obu przypadkach duże znacznie miał wzrost cen surowców energetycznych i metali szlachetnych. Łączny majątek światowych krezusów szacowany jest na 37,5 biliona dolarów. Dla porównania dochód narodowy Polski to ok. 450 mld dolarów, a więc prawie 85 razy mniej.

Jak inwestują najbogatsi? Oczywiście mają do dyspozycji wyspecjalizowane instytucje zajmujące się tzw. bankowością prywatną. Prym wiodą tutaj banki szwajcarskie – UBS, Credit Suisse, a także globalne giganty jak Citibank czy HSBC. Świadczone przez nie usługi daleko wykraczają poza to, co może uzyskać w banku przeciętny klient. Zamożni inwestorzy mogą na przykład liczyć na ochronę swojego majątku przed fiskusem dzięki takim formom prawnym jak fundacja, trust czy fundusz zamknięty. Fundację w Austrii ma na przykład jeden z najbogatszych Polaków – Jan Kulczyk. Standardem jest doradztwo w zakresie inwestowanie w sztukę (art banking) czy w wino (wine banking).

Dla finansowe elity przeznaczone są też niektóre fundusze hedgingowe. Działają w sposób niestandardowy – często zupełnie inny niż standardowe fundusze akcji czy obligacji, a rejestrowane są w rajach podatkowych (np. Bermudy czy Kajmany). Zarządzający takimi funduszami wolą zajmować się środkami np. kilkudziesięciu osób niż borykać się z rzeszą setek tysięcy inwestorów, którzy na przykład w panice będą wycofywać swoje oszczędności po większym spadku na giełdzie. Milionerzy są często skłonni podjąć znacznie większe ryzyko i są bardziej cierpliwi. Efektem są właśnie zamknięte fundusze hedge. Jednym z najbardziej znanych jest fundusz Medallion firmy Renaissance Technologies.

Fundusz przynosi średnio 38 proc. rocznie od 1989 roku i z uwagi na swoją bardzo zaawansowaną i tajemniczą strategię inwestycyjną określany jest jako największa enigma na Wall Street. Minimalne wpłaty w tego typu funduszach sięgają 20-50 mln dolarów przy czym same fundusze po zebraniu odpowiednich aktywów zamykają się na nowych inwestorów.

Do tej samej kategorii co fundusze hedge należą też inne zaawansowane technologicznie wynalazki rynku finansowego – produkty strukturyzowane, instrumenty pochodne, fundusze private equity/venture capital. W przypadku tych ostatnich milionerzy mają szansą uczestniczyć we wzroście wartości firm, które dopiero za kilka lat wejdą na giełdę – finansują rozwój obiecujących przedsięwzięć, by potem zainkasować wysoką stopę zwrotu. Zamożni inwestorzy, którzy mają już doświadczenie w biznesie często też na własną rękę szukają raczkujących biznesów, którym są skłonni pomagać nie tylko kapitałem ale też własnych doświadczeniem. Osoby takie określa się jako aniołów biznesu (business angels).

Bardzo znaczącą część swoich aktywów milionerzy angażują poza rynkiem finansowym – inwestują w sztukę, kolekcjonują samochody, biżuterię, a także inwestują w sport – kupują drużyny piłkarskie (przykład: Roman Abramowicz), koniec wyścigowe  itp. Kolekcje dóbr luksusowych (auta, samochody, samoloty) pochłaniają 26 proc. środków wydawanych przez milionerów w ramach inwestycji w pasje. Sztuka to 20 proc., biżuteria – 18, a sport – 6 proc. Efektem aktywności inwestycyjnej milionerów jest znikanie wielu bardzo wybitnych dzieł sztuki w prywatnych kolekcjach. Taki „los” spotkał na przykład obrazy polskie artysty Wilhelma Sasnala – ich wartość w ciągu ostatnich kilku lat wzrosła kilkudziesięciokrotnie. Sztuka jest więc postrzegana jako świetna forma lokaty kapitału – alternatywna dla rynku finansowego.

Według szacunków Merrill Lynch światowi krezusi między 16 a 24 proc. swoich środków lokują na rynku nieruchomości. Ostatnie kilka lat to niezwykle szybki rozwój tzw. Real Estate investment Trusts (REIT). Jest rodzaj firmy, której jedynym celem jest zbiorowe inwestowanie w nieruchomości i oddawanie swoich przychodów z wynajmu udziałowcom. Takie formy prawne uruchamiane są w kolejnych krajach – Niemczech, Włoszech czy Wielkiej Brytanii. Ostatnio REIT pojawiły się nawet w Bułgarii. Niestety wciąż nie są dostępne w Polsce – mamy natomiast zamknięte fundusze nieruchomości, działające jednak na nieco innych zasadach. Co ciekawe, połowa ze środków jakie milionerze kierują na rynek nieruchomości przeznaczana jest na zakup letnich rezydencji. Podobnie jak w przypadku zakupu dzieł sztuki czy zabytkowych aut mamy więc tutaj do czynienia z połączeniem walorów użytkowych i estetycznych z inwestycją.

Wraz ze wzrostem zamożności rośnie też często poczucie odpowiedzialności za środowisko, lokalną społeczność, a poza zyskiem liczy się też to czy np. dana firma działa w sposób etyczny. Efektem jest powstanie społecznie odpowiedzialnych form lokowania kapitału. Pod tym pojęciem może być ukryte inwestowanie zgodne z normami etycznymi (np. nie może to być produkcja broni) lub też inwestowanie w ekologię i firmy stawiające ochronę środowiska na pierwszym planie. Cały ten segment rynku będzie rozwijał się niezwykle dynamicznie.

Na energii odnawialnej czy w społecznie odpowiedzialnych funduszach można zarabiać ze świadomością, że czynimy dobro. Jednak najbogatsi ludzie na ziemi skłonni są także oddawać swoje pieniądze bez perspektywy ich zwrotu z zyskiem. Ostatnie kilka lat to rozwój filantropii na skalę dotąd niespotykaną – Bill Gates czy Warren Buffet przekazali na cele charytatywne dziesiątki miliardów dolarów, a więc pokaźną część swoich majątków. Według szacunków Merrill Lynch przeciętnie 10 proc. aktywów najbogatszych przeznaczane jest na cele dobroczynne.

Komentarze (3)
Najnowsze wpisy
2010-06-25 20:15 Quo vadis struktury?
2008-11-30 11:59 Toksyczne aktywa czy błędy zarządów?
2008-11-12 15:02 Recesja to nie zawsze bessa
2008-10-24 17:28 Drżyjcie przyszli emeryci
2008-10-15 09:46 Na kryzys - gwarancja kapitału
Najnowsze komentarze
2015-02-15 09:47
wispawel12:
Drżyjcie przyszli emeryci
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
2014-01-06 19:31
najlepszeprezenty.com.pl:
1:0 dla Banku Pocztowego
:)
2014-01-02 12:53
inwestycje-finanse:
Quo vadis struktury?
Dodam, że na strukturach straciłem dużo. Nie polecam!
O mnie
Maciej Kossowski
Prezes firmy Wealth Solutions
Kategorie
Ogólne