Drżyjcie przyszli emeryci
 Oceń wpis
   

 

Kryzys zjadł wszystko to co zarobiły dla nas OFE – nastraszyła wczoraj Gazeta Wyborcza powołując się na obliczenia Komisji Nadzoru Finansowego. Dzisiaj ta informacja została sprostowana na łamach „GW” - po protestach OFE, KNF przyznał się do pomyłki. Okazało się, że spadki na giełdzie pochłonęły nie wszystkie ale jedynie połowę z zysków jakie wypracowały dla nas OFE – zostało jeszcze 24,8 mld zł. W międzyczasie jednak niusa Gazety Wyborczej na pierwszej stronie wykorzystał Super Express - w swoim "wyważonym" stylu. Słowem: drżyjcie przyszli emeryci.

Czy operowanie kwotami miliardów złotych w tym przypadku w ogóle ma sens? Aktywa OFE rosną systematycznie z roku na rok. W roku 2005 OFE wypracowały ponad 10 mld zł zysku ale przy aktywach rzędu 63 mld zł (w styczniu 2005). W 2004 zarobiły ponad 7 mld zł zaczynając rok z 46 miliardami złotych z naszych składek emerytalnych. Jaki sens ma sumowanie zysków z lat poprzednich i porównywanie ich ze stratą w ostatnim okresie kiedy aktywa OFE sięgają 140 mld złotych? Niewielki.  Oczywiście, że w takim ujęciu kwoty strat realizowanych przy wysokich aktywach będą relatywnie wysokie w porównaniu z zyskami osiąganymi przy aktywach znacznie niższych.

Jeśli spojrzymy na wyniki OFE w ujęciu procentowym sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Od początku działalności w 1999 roku OFE są na plusie od 118 do 148 proc. I to mimo ujemnych wyników w tym roku, które sięgają 15 – 19 proc. Nie ma więc mowy o stratach które zjadają połowę zysków.

Na szczęście osoby oszczędzające w OFE nie mają możliwości wycofywania swoich pieniędzy. Po takich publikacjach pewnie miałyby miejsce masowe umorzenia  jednostek. I spadki na giełdzie byłby jeszcze wyższe. Brawo media.

Komentarze (22)
Na kryzys - gwarancja kapitału
 Oceń wpis
   

 

W czasach, gdy inwestorzy w kilka miesięcy tracą na giełdach połowę kapitału szczególnej wartości nabiera gwarancja zwrotu wpłaconych środków. Choćby nawet odległa w czasie. Idea jest prosta: zostawiamy sobie szansę na zysk powyżej bankowego depozytu ale jednocześnie zabezpieczamy swoje oszczędności przed dramatyczną erozją. Jak to może działać w praktyce? Pokażmy to na przykładzie.

Rok temu Pan X zainwestował w fundusz BRIC, a więc w akcje spółek z Brazylii, Rosji, Indii i Chin. Podobnie jak wielu analityków, Pan X wierzył, że zarobi szybko i dużo. Niestety od 6 września 2007 do 10 października 2008 fundusz stracił już  53 proc. Warto dodać, że Pan X kupił jednostki funduszu w dolarach w czasie gdy jeden dolar kosztował 2,79 zł. Dzisiaj za amerykańską walutę płaci się ok. 2,60 zł – Pan X stracił więc nie tylko na spadku funduszu ale także na kursie. Mogło być gorzej. Gdyby Pan X wszedł do funduszu 31 października 2007 wówczas strata w przeliczeniu na złotówki sięgnęłaby nawet 60 proc. Odrobienie takiego spadku wymaga już ponad 100 proc. wzrostu aktywów, które pozostały po przecenie. I to przy założeniu, że dolar ponownie nie spadnie do poziomów sprzed kilku miesięcy (niewiele ponad 2 zł).

Spójrzmy teraz na Pana Y. Podobnie jak Pan X, rok temu zdecydował się na inwestycję w BRIC. Wybrał jednak inne rozwiązanie – 6-letni fundusz zamknięty, który z jednej strony zapewniał mu udział we wzroście akcji spółek Brazylii, Rosji, Indii i Chin, ale jednocześnie dawał gwarancję zwrotu kapitału na koniec okresu inwestycji. Pan Y w rzeczywistości zainwestował większość swojego kapitału w bezpieczne obligacje, a jedynie niewielką część w ryzykowny instrument finansowy jakim jest opcja. To dzięki opcji uzyskał prawo do ewentualnego zysku z akcji BRIC. Dodajmy, że inwestycja Pana Y denominowana jest w złotówkach – inwestor nie ponosi więc ryzyka kursowego.

W jakiej sytuacji jest teraz Pan Y? Oczywiście opcja, którą instytucja finansowa „wmontowała” w fundusz ma dzisiaj mniejszą wartość – akcje firm z regionu BRIC silnie potaniały. Fundusz będzie jednak działał jeszcze przez 5 lat a rynki wschodzące mogą w tym czasie odrobić straty. Pan Y może więc poczekać. Ale ma też możliwość wycofania swoich środków dzisiaj. Poniesie wówczas stratę jedynie rzędu 10 proc - jego kapitał w dużym stopniu zabezpieczają obligacje. Mimo znaczących spadków na giełdach ma szansę wycofać swoje pieniądze z akceptowalną stratą. W przeciwieństwie do Pana X, który musiałby pożegnać się z połową kapitału.

W czasach tak ogromnej niepewności produkty z gwarancją kapitału mają niezaprzeczalne zalety. Inwestując na 3 czy 4 lata mamy oczywiście pewność odzyskania tego co wpłaciliśmy. Ponieważ jednak nasza inwestycja opiera się w dużym stopniu o obligacje, także w trakcie jej trwania nie jesteśmy narażeni na dramatyczne wahania. Jeśli źle obstawimy rynkowy scenariusz – a to zdarza się najlepszym inwestorom - wówczas możemy wycofać się ze stratami, które są możliwe do zaakceptowania.

Dla przykładu, w przypadku 4-letniej inwestycji skonstruowanej tak, by zapewniała 100-proc. gwarancję kapitału, z jednej strony możemy mieć szansę na wysoki zysk, a jednocześnie praktycznie nie mamy ryzyka straty wyższej niż 25-30 proc. – część obligacyjna stabilizuje nasz wynik. Inwestując bez ochrony kapitału musimy się liczyć ze stratą rzędu 60 czy 70 proc., która w praktyce jest bardzo trudna do odrobienia nawet w perspektywie wielu lat.

Komentarze (14)
Najnowsze wpisy
2010-06-25 20:15 Quo vadis struktury?
2008-11-30 11:59 Toksyczne aktywa czy błędy zarządów?
2008-11-12 15:02 Recesja to nie zawsze bessa
2008-10-24 17:28 Drżyjcie przyszli emeryci
2008-10-15 09:46 Na kryzys - gwarancja kapitału
Najnowsze komentarze
2015-02-15 09:47
wispawel12:
Drżyjcie przyszli emeryci
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
2014-01-06 19:31
najlepszeprezenty.com.pl:
1:0 dla Banku Pocztowego
:)
2014-01-02 12:53
inwestycje-finanse:
Quo vadis struktury?
Dodam, że na strukturach straciłem dużo. Nie polecam!
O mnie
Maciej Kossowski
Prezes firmy Wealth Solutions
Kategorie
Ogólne