Jak oni się reklamują
 Oceń wpis
   

 

Komisja Nadzoru Finansowego skarciła trzy firmy zarządzające funduszami za niezbyt rzetelne reklamy. Dostało się Arce, Millennium i Union Investment. KNF stanęła więc w obronie klientów, którzy widząc te wielkie stopy zwrotu z pewnością zakładają, że będą tyle samo zarabiać w przyszłości.

Może to i ważne. Ja akurat uważam, że ludzie doskonale zdają sobie sprawę z natury funduszy i ryzyka jakie się z nimi wiąże. To nie papierosy, które trzeba okleić drastycznymi przestrogami. Najwyżej ktoś straci trochę pieniędzy. Nawet w najczarniejszym scenariuszu fundusz akcji nie powinien stracić więcej niż 30-40 proc. przez rok. To kwestia prawdopodobieństwa. Fundusze są tak skonstruowane, że nawet te akcyjne można zaliczyć do bezpiecznych inwestycji jeśli zestawimy je z bezpośrednim inwestowaniem na giełdzie nie mówiąc już o foreksie czy kontraktach na surowce. Tam dopiero powinno się ludzi ostrzegać. 

Bardziej bym się przyczepił do reklam tzw. lokat z funduszami (Hubert Urbański, który "zarabia podwójnie"). To jest właśnie dla mnie typowy mis-selling. Na takie zgrzewki lokaty z funduszem łapią się ludzie, których kusi właśnie oprocentowanie lokaty rzędu 7 czy 10 proc. Oczywiście jest to lokata krótkoterminowa (w przypadku Millennium 10 proc. mamy na lokacie 3-miesięcznej). Drugim elementem dwupaku jest fundusz - oczywiście fundusz akcji lub mieszany. Na tym bank/TFI najwięcej zarabia, bo opłaty za zarządzanie sięgają 4 proc. I może nawet nie być prowizji od wpłaty (bo gdyby była to jej kwota będzie większa niż "dotacja" do oprocentowania). Ważne jest to że klient dostaje bezsensowną mieszankę krótkiej lokaty oraz funduszu, który został mu za pomocą tej lokaty sprzedany. Nie ma to nic wspólnego ze świadomym budowaniem portfela inwestycyjnego. Zwykłe wciskanie funduszu. Pewnie dlatego, że nie można go za bardzo "sprzedać wynikiem" - tak ja to robi np. Arka. 

Dzisiaj trudno było nie zauważyć reklamy BPH TFI dokolejonej do Gazety Wyborczej. Promują modny ostatnio typ funduszu inwestującego w Nowej Europie. Takich funduszy działa już 12. BPH pokazał słupki w których porównywane są wyniki ich funduszu z konkurencją. Przy czym konkurencja nie jest dokładnie zdefiniowana. Z tego co widzę fundusz jest zestawiany ze średnią stopę pozostałych funduszy tego typu. W okresie od 19 września 2006 do 30 kwietnia 2007 fundusz BPH zarobił 23 proc. Dwa fundusze były od niego lepsze (PKO/CS Akcji Nowa Europa - 30 proc. i AIG Zrównoważony Nowa Europa - 23,2 proc.), a trzy słabsze. Podane są też okresy 1-, 3- i 6-miesięczne i tutaj BPH jest na 2. lub 3. pozycji ale w reklamie zestawia sie ze średnią, którą oczywiście pokonał. Słowem: fundusz radzi sobie dobrze, lepiej niż średnia ale w reklamie powinien się raczej porównywać z poszczególnymi produktami konkurencji. Przecież nikt nie inwestuje w średnią. Tym bardziej że próba jest niewielka, bo takich funduszy jest niewiele. Poza tym fundusze te znacznie się od siebie różnią - np. Union Investment sporo lokuje w Rosji, od której inne fundusze trzymają się z dala.

Do reklamy funduszu pewnie zawsze można się będzie przeczepić. Tam gdzie jest nieskończona liczba możliwości zaprezentowania różnych cyferek każda firma będzie wybierać możliwie korzystną opcję. Pytanie czy to jest rzeczywiście istotny problem. Może warto by się np. zająć wysokośćią opłat za zarządzanie funduszami, które są dwa razy wyższe niż w krajach w Europie Zachodniej czy USA.

Komentarze (8)
Kredyty przez internet po polsku
 Oceń wpis
   

 

Provident nie ma w Polsce dobrej prasy. Przy okazji wprowadzania przepisów antylichwiarskich dodatkowo mu się dostało. Kredyty Providenta były sztandardowym przykładem horrendalnej drożyzny, z którą walczyli dzielni posłowie.

Swoją drogą brytyjska firma skutecznie poradziła sobie z limitem oprocentowania i nadal bez problemu inkasuje tyle co przedtem (rzeczywiste oprocentowanie rzędu 200 czy 300 proc. w skali roku). A działa to tak, że z ceny kredytu wyłączono koszt obsługi przez agenta firmy (przynosi pieniądze, a potem co tydzień osobiście odbiera raty). Z tej obsługi można korzystać lub nie. A skoro tak, to firma nie musi wliczać tego kosztu do rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania co by oznaczało znaczne przekroczenie ustawowego sufitu. Inna sprawa, że mało kto będzie z tej obsługi rezygnował, bo wtedy dłużej trzeba czekać na kredyt. No i trzeba pilnować żeby co tydzień terminowo wpłacać raty na konto Providenta. Zakładam, że wśród klientów firmy jest mało osób otrzaskanych z obsługą stałych płatności w internecie. Raczej będzie to spacer na pocztę.

A czy Provident jest drogi? Za fanaberie trzeba płacić. Niektórzy zresztą muszą. Dla osób starszych chodzenie do banku czy na pocztę (żeby spłacić raty) może być zbyt dużym wysiłkiem. Provident dostarcza usługę i znajduje na nią popyt. Może za kilka lat nie będzie już tego popytu w Polsce, bo emeryci w końcu pozakładają konta. Trzeba też podkreślić że to co oferuje Provident to zupełnie inna usługa niż kredyty w bankach - trudno porównywać cenowo te produkty. Jeśli ktoś chce płacić za cotygodniowe odwiedzimy agenta z Providenta to płaci.

Tak czy inaczej Provident postanowił trochę poprawić swój wizerunek i oczywiście rozwijać biznes. Pewnie firma widzi już że popyt na usługę "home credit" nie będzie trwał wiecznie. No i nie wiadomo co jeszcze wymyślą posłowie w ramach "walki z lichwą". Provident zaczął więc stopniowo docierać do "wyższych segmentów rynku". Najpierw była Mandarynka (trochę większe kwoty kredytu, reklamy np. w warszawskim metrze), potem Rapida. Chociaż ta Rapida, z tego co pamiętam, to już startowała jakiś czas temu ale widać wtedy z inną koncepcją.

Teraz Rapida to "pożyczki przez Internet". Biorę to w cudzysłów, bo w Polsce nie ma na razie pożyczek przez Internet o czym za chwilę. W każdym razie jeśli przyjrzeć się ofercie tej firmy (a raczej marki Providenta) to może ona spokojnie konkurować z tym co oferują banki specjalizujące się w tzw. consumer finance. Rzeczywiste oprocentowanie kredytu w Rapida to ok. 36 proc. (roczna pożyczka w wysokości 10 tys. zł). To jest przyzwoity poziom (jak na ten segment rynku) i na pewno banki takie jak Lukas, GE Money czy Cetelem zyskały teraz poważnego konkurenta.

I jeszcze o tym internecie. Rapida to ponoć rewolucja, bo pożyczają przez Internet. Czyżby? Najpierw trzeba wypełnić wniosek online, a potem kurier przynosi dokumenty, które podpisujemy w jego obecności. Papiery wracają do Rapidy. Dopiero wtedy podejmowana jest ostateczna decyzja kredytowa i kasa wędruje na konto klienta. W najlepszym wypadku pieniądze będą na koncie w kilka dni. I to jest typowy model który już w Polsce działa w kilku bankach.

A na przykład w Estonii kredyt rzędu kilku tysięcy złotych można wziąć bez wychodzenia z domu. Działa tam po prostu W PRAKTYCE podpis elektroniczny. U nas też są przepisy, jest technologia tylko coś instytucje finansowe nie kwapią się żeby ponieść koszty i udostępnić klientom takie rozwiązanie. W Szwecji pieniądze można pożyczyć SMS-em (maksymalnie ok. 400 euro). Inna sprawa, że jak nie oddamy w ciągu miesiąca zaczynają biec odsetki rzędu 1000 proc. w skali roku.

Zbyt łatwy kredyt może być pułapką. Może powinniśmy być wdzięczni naszym bankom (i Providentowi), że na razie trzymają nas z dala o tych technicznych nowinek. Ale przynajmniej niech nie reklamują kredytów przez Internet, bo ich po prostu nie ma.

Komentarze (14)
Najnowsze wpisy
2010-06-25 20:15 Quo vadis struktury?
2008-11-30 11:59 Toksyczne aktywa czy błędy zarządów?
2008-11-12 15:02 Recesja to nie zawsze bessa
2008-10-24 17:28 Drżyjcie przyszli emeryci
2008-10-15 09:46 Na kryzys - gwarancja kapitału
Najnowsze komentarze
2015-02-15 09:47
wispawel12:
Drżyjcie przyszli emeryci
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
2014-01-06 19:31
najlepszeprezenty.com.pl:
1:0 dla Banku Pocztowego
:)
2014-01-02 12:53
inwestycje-finanse:
Quo vadis struktury?
Dodam, że na strukturach straciłem dużo. Nie polecam!
O mnie
Maciej Kossowski
Prezes firmy Wealth Solutions
Kategorie
Ogólne