Jak się robi lokaty strukturyzowane
 Oceń wpis
   
 
Podatek Belki wypromował fundusze inwestycyjne. Dzięki spadkom na giełdzie furorę robią lokaty strukturyzowane. Dla wielu banków jest to po prostu kolejna okazja, by zainkasować prowizję – mimo, że klient nie chce już kupić funduszu małych i średnich spółek ale weźmie lokatę z gwarancją kapitału opartą o akcje chińskie.
„Struktury” są jak nóż – możne je wykorzystać w dobrym i złym celu, wszystko zależy od intencji. Z jednej strony dają olbrzymie możliwości – klienci mogą zarabiać praktycznie na wszystkim i w każdych warunkach rynkowych. Z drugiej strony, specyfika konstrukcji lokat strukturyzowanych pozwala instytucjom finansowym ukrywać opłaty.
To nieprawda, że zawsze są one wysokie – z reguły są niższe niż w funduszach. Często jednak bywają mocno przesadzone i praktycznie nigdy nie są jawnie prezentowane klientom, a to zawsze budzi podejrzenia. Najgorsze jest jednak to, że poziom prowizji jest z reguły punktem wyjściowym przy tworzeniu takich lokat. Wybór strategii inwestycyjnej i parametrów lokaty jest rzeczą wtórną. Poniżej przykład patologicznego ale powszechnego w Polsce procesu decyzyjnego, który poprzedza uruchomienie lokaty strukturyzowanej.
Pytanie: jaką prowizję musimy zainkasować? Odpowiedź: 5 proc.
Pytanie: jaki okres inwestycji? Odpowiedź: 3 lata będą najbardziej strawne dla klientów, przy krótszym okresie nie będziemy w stanie wmontować 5 proc. prowizji a dłuższą lokatę może być trudniej sprzedać.
Pytanie: czy konieczna jest gwarancja zwrotu kapitału? Odpowiedź: tak, klienci zwracają na to uwagę. Mamy ich przecież skłonić do przeniesienia pieniędzy z depozytów.
Pytanie: czy możemy wziąć prowizję od klienta? Odpowiedź: nie, jeśli to możliwe - wówczas łatwiej sprzedać produkt
Pytanie: ile mamy do wydania na opcję? Odpowiedź: załóżmy, że stopa procentowa wynosi 5 proc. Jaką kwotę musimy dzisiaj zainwestować w obligacje, by po 3 latach uzyskać to co wpłacamy dzisiaj? Obliczamy to dla 100 zł zainwestowanych w lokatę. Kwota za którą trzeba kupić obligacje = 100 / (1+0,05)^3 = 86,38 zł. Wartość dyskonta (kwota którą dysponujemy) wynosi: 100 zł - 86,38 zł = 13,62 zł. Tę kwotę trzeba pomniejszyć o prowizję w wysokości 5 zł (5 proc. od 100 zł). Ostatecznie do wydania na zakup opcji zostaje 8,62 zł.
Pytanie: jaką opcję kupić, a więc jaką wybrać strategię inwestycyjną? Odpowiedź: produkt musi być wizualnie i marketingowo atrakcyjny dla klienta. Wybieramy 10 spółek z bardzo „modnej branży" (np. energia odnawialna). Opcja która pozwoli uzyskać 100 proc. udziału we wzroście notowań tych spółek kosztuje aż 25 zł. Mamy do wydania tylko 8,62 zł. Kupujemy opcję z tzw. uśrednianiem azjatyckim (stopa zwrotu obliczana jako średnia z obserwacji w kolejnych 12 kwartałach). Opcja kosztuje tylko 14,38 zł, bo daje z reguły mniejszy zysk. My możemy jednak kupić tylko 60 proc. tej opcji (8,63 zł / 14,38 zł), a to oznacza wskaźnik udziału we wzroście koszyka spółek (tzw. partycypacja) na poziomie 60 proc. Podajemy więc, że partycypacja zmieści się w przedziale od 50 do 80 proc., a jej ostateczna wartość zostanie podana po zakończeniu zapisów. Ustalenie partycypacji w widełkach jest niezbędne - opcję będziemy kupować po zakończeniu zbierania pieniędzy od klientów, nie znamy jej dokładnej ceny więc musimy się zabezpieczyć. Jeśli opcja okaże się droższa wówczas damy niższą partycypację i odwrotnie. Ostatecznie, wynik końcowy z lokaty będzie obliczony jako 60 proc. średniej z 12 kwartalnych obserwacji wartości koszyka spółek. Jeśli notowania spółek będą rosły o 3 pkt proc. miesięcznie (w sumie o 36 proc. w ciągu 3 lat) zysk z lokaty wyniesie 11,7 proc. W materiałach informacyjnych pokazujemy świetne wyniki spółek za ostatnie 3 lata pomijając wcześniejsze notowania.
I tak powstała kolejna lokata strukturyzowana. Jeśli bank będzie miał szczęście i akcje nadal będą dynamiczne rosły wówczas lokata przyniesie kilkanaście procent zysku. Ten wynik będzie można zestawić ze zwykłą lokatą bankową i uznać za sukces. W rzeczywistości to będzie przypadek. Proces tworzenia lokaty strukturyzowanej wcale nie musi tak wyglądać.
Komentarze (9)
Jak zarobić gdy wszyscy tracą
 Oceń wpis
   

 

Sytuacja na giełdzie prowokuje do zadawania pytania: jak zaraibiać na spadkach? Możliwości oczywiście są pod ręką – sprzedaż kontraktów terminowych na indeksy i spółki, zakup opcji put czy – to raczej w teorii niż w praktyce – krótka sprzedaż akcji. Zwracając się panicznie ku tym instrumentom, często bez odpowiedniego przygotowania, inwestorzy indywidualni mogą postąpić jak strażak który gasi pożar benzyną.

Lepszym wyjściem jest zmiana nawyków inwestycyjnych - przebudowa portfela tak, by był on zdecydowanie bardziej odporny na giełdowe tąpnięcia. Nie sztuką jest jednak przenieść swoje środki do funduszu rynku pieniężnego czy na lokatę. Chodzi o to, by zwiększyć odporność portfela (a więc zredukować jego ryzyko) bez rezygnowania z zysków, które taki portfel może przynieść. Tutaj z pomocą przychodzi nam Harry Markowitz i jego teoria efektywnego portfela inwestycyjnego. Chodzi w niej o to, by w ściśle określony sposób zbudować koszyk kilku aktywów (np. akcji kilku spółek) tak, by relacja zysku do ryzyka była optymalna. Wysokość udziałów poszczególnych elementów takiego portfela ustala się na podstawie danych historycznych – stopy zwrotu i odchylenia standardowego (miara ryzyka). Można polemizować czy taka forma ustalania składa portfela jest dobra czy zła – z pewnością jest jednak obiektywna, a nie subiektywna tak jak w przypadku funduszy inwestycyjnych. Co więcej, teoria Markowitza (i jej modyfikacje) jest stosowana w praktyce przez instytucje finansowe – przeżywa renesans.

Jak to się ma do odporności na spadki? Załóżmy, że tworzymy portfel inwestycyjny z czterech rodzajów aktywów: akcji, nieruchomości, surowców i obligacji. W naszej ocenie jest to portfel dobrze zdywersyfikowany – mamy wiele różnych "jajek" w koszyku. I rzeczywiście tak jest. Jeśli jednak policzymy korelację między poszczególnymi aktywami okaże się, że będzie ona wynosiła np. od 25 do 65 proc. Jeśli więc akcje i surowce są skorelowane na poziomie 60 proc. oznacza to, że „przeważnie” w czasie wzrostu cen akcji drożeją także surowce i odwrotnie.

Portfel byłby znacznie bardziej odporny na spadki w poszczególnych segmentach rynku (np. na giełdzie) gdyby poszczególne jego elementy były od siebie zależne w bardzo niewielkim zakresie (oznacza to współczynnik korelacji bliski 0). Skąd wziąć takie aktywa? Tutaj najczęściej niezbędna jest inżyniera finansowa, która pozwala stworzyć zupełnie nowe rozwiązania finansowe. Aktywa te mają przynosić dodatnie stopy zwrotu przy braku korelacji z czymkolwiek co inwestor może znaleźć na rynku. Takie strategie zalicza się do kategorii alfa (w przeciwieństwie do rozwiązań beta, która w mniejszym lub większym stopniu są związane z bieżącymi trendami na rynku, tak jak np. fundusze inwestycyjne). Uzupełniając swój portfel inwestycyjny o instrument nieskorelowany z całą resztą składników obniżamy ryzyko i nie rezygnujemy z zysków. Jest to więc typowy przykład darmowego lunchu.

W zagranicznych bankach inwestycyjnych sztaby ludzi szukają najlepszych sposobów na generowanie alfy. Do tego celu wykorzystuje się oczywiście „klocki” które już można znaleźć na rynkach akcji, walut, surowców itp. Ważne jest jednak, by strategie których efektem jest alfa były przejrzyste i tanie. Takie kryterium spełniają indeksy tworzone przez zagraniczne banki inwestycyjne. Metodologia ich tworzenia jest najczęściej na tyle jasna i obiektywna, że można pokazać symulowane wyniki historyczne często na wiele lat wstecz. Wystarczy poukładać elementy, które są na rynku od lat w sposób, który został z góry ustalony.

Tego typu rozwiązań na rynku jest mnóstwo. Jako prosty przykład rozwiązania z tej ktegorii może posłużyć indeks Long Short Momentum Deutsche Banku. Indeks ten opiera się na trzech klasach aktywów: akcjach, obligacjach i surowcach. Przy konstrukcji indeksu wykorzystano fakt, że na rynku najczęściej występują wyraźne trendy (wzrostowy lub spadkowy). Co miesiąc proporcje udziałów trzech składników w indeksie ustalane są na podstawie wyników za poprzednie 6 miesięcy. Za 75 proc. środków kupowany jest element który wzrósł najbardziej (np. surowce), a za 50 proc. drugi w kolejności. Zauważmy, że w tym przypadku wydajemy 125 proc. środków. „Brakujące” 25 proc. pochodzi z krótkiej sprzedaży trzeciego składnika portfela (pożyczamy np. akcje i sprzedajemy je od razu, licząc na to że później odkupimy je taniej). Co miesiąc według tej metodologii co miesiąc wymieniana jest 1/6 składu indeksu. Efektem jest rozwiązanie, które przynosiło od 1995 roku średnio 18 proc. rocznie przy zmienności na poziomie 15 proc. Są to parametry znacznie lepszy od typowych indeksów giełdowych. To tylko jeden z bardzo prostych przykładów. Na bazie tego typu indeksów coraz częściej tworzone są w Polsce lokaty strukturyzowane.

Odpowiedzią na spadki nie powinno być więc szukanie sposobów zarabiania w tej sytuacji. Ponosimy wówczas takie samo ryzyko jak obstawiając wyłącznie wzrosty. Może się okazać, że – parafrazując jedną z reklam - naciśniemy niewłaściwy guzik. Zamiast tego należy poszukać nowoczesnych rozwiązań inwestycyjnych, które jakościowo poprawią nasz portfel zwiększając jego odporność na giełdową grypę.

Komentarze (13)
Więcej funduszy hedge na polskim rynku
 Oceń wpis
   
 
Na polskim rynku do kategorii funduszy hedge zalicza się propozycje trzech towarzystw funduszy inwestycyjnych - Investors, Opera i Superfund. Listę tę należałoby rozszerzyć o wybrane lokaty strukturyzowane.
 
Na świecie fundusze hedge często mają niewiele wspólnego z funduszami inwestycyjnymi (jako formą prawną), nie mówiąc już o hedgingu rozumianym jako zabezpieczenie przed ryzykiem (np. kursowym). Tym tradycyjnym określeniem opisuje się wszelkie rozwiązania inwestycyjne, których celem jest osiąganie dodatnich stóp zwrotu w każdych warunkach. Chodzi o tzw. "zysk bezwzględny" (absolute return). Każdy fundusz hedge stawia sobie ambitne zadanie osiągania zysków np. w trakcie spadków na giełdzie, a więc w sytuacji, gdy tradycyjny fundusz akcji może się co najwyżej pochwalić, że stracił mniej niż giełdowy indeks. W tym celu fundusze hedge wykorzystują szeroki arsenał instrumentów finansowych i stosują często bardzo wyrafinowane strategie. Fundusze hedge, by mieć pełną swobodę inwestycyjną wymykają się z gorsetów nakładanych przez nadzory finansowe - często rejestrują się w tym celu w rajach podatkowych. Efektem tej zdobytej wolności jest ogromne zróżnicowanie pomysłów na zarabianie pieniędzy oraz oczywiście spektakularne sukcesy (np. fundusz Medallion Jima Simonsa) i głośne porażki (fundusz LTCM czy Amaranth).
 
Polski rynek funduszy hedge z ofertą firm wymienionych na początku wydaje się bardzo ubogi. Gwiazdą rynku jest z pewnością fundusz Investor FIZ, który pokazał, że potrafi oprzeć się spadkom na giełdzie i nadal przynosić wysokie stopy zwrotu. Nieszczególnie wiedzie się natomiast w Polsce funduszom Superfund. Sceptyczni inwestorzy mogą jednak narzekać na brak wyboru oraz na krótką historię wyników polskich podmiotów. Dla porównania wspomniany fundusz Medallion działa od 1989 roku przynosząc średnio blisko 40 proc. rocznie.
 
Na szczęście w ostatnich miesiącach oferta szeroko definiowanych „funduszy hedge” uległa poszerzeniu o niektóre lokaty strukturyzowane. Mogą one być dobrym uzupełnieniem portfela dla inwestorów, którym brakuje alternatywnych propozycji inwestycyjnych. Pod wieloma względami mają przewagę nad "tradycyjnymi" funduszami hedge. Gdzie szukać tych "nowych" propozycji? Wystarczy przyjrzeć się ofertom banków inwestycyjnych specjalizujących się w produktach strukturyzowanych. Instytucje takie jak Deutsche Bank , Societe Generale, BNP Paribas, czy JP Morgan konstruują specjalne indeksy, które w istocie są strategiami inwestycyjnymi zarządzanymi według z góry ustalonych zasad. Na polskim rynku, dla szerokiego grona odbiorców, dostępne były dotychczas dwa indeksy należące do tej kategorii: Alpha Pairs Sectors Deutsche Banku oraz New Frontier BNP Paribas.
 
New Frontier to konstrukcja oparta na notowaniach czterech aktywów - obligacji, akcji, nieruchomości i surowców. Aktywa te reprezentowane są przez osiem indeksów (m.in. S&P 500, S&P BRIC 40 czy EPRA). W ramach New Frontier co miesiąc ustalany jest udział poszczególnych indeksów w całym portfelu. W tym celu wykorzystywana jest teoria noblisty Harry'ego Markowitza - udziały poszczególnych aktywów ustalane są na podstawie optymalnej proporcji ryzyka i stopy zwrotu. Jednocześnie w ramach New Frontier istnieje możliwość zajmowania tzw. krótkich pozycji (zarabiania na spadkach) większości z ośmiu indeksów wchodzących w skład tej konstrukcji. Mamy więc koncept inwestycyjny funduszu hedge działający w sposób automatyczny, według z góry ustalonej metodologii. Dzięki temu, że zasady konstrukcji są ściśle określone, a niektóre indeksy wchodzące w skład strategii mają wieloletnią historię można pokazać historyczne wyniki New Frontier za wiele lat wstecz. BNP Paribas pokazuje historię tego indeksu aż od 1993 roku - w tym czasie przynosił on średnio ok. 9,5 proc. zysku rocznie przy relatywnie niewielkim ryzyku (roczna zmienność wyników na poziomie ok. 7,2 proc.). New Frontier był stosowany w Polsce jako podstawa dla produktów strukturyzowanych Open Finance, ING Banku Śląskiego oraz New World Alternative Investments.
 
Kolejnym przykładem "nowego" funduszu hedge jest indeks Alpha Pairs Sectors autorstwa Deutsche Banku. Od kilkunastu lat specjaliści banku szacują wartość kilkuset firm z 9 sektorów i 3 regionów (USA, Europa, Japonia). Po przeprowadzeniu wyceny wybierane jest 140 firm z których połowa ma w ocenie Deutsche Banku zbyt niską, a druga połowa zbyt wysoką wartość ekonomiczną w stosunku do ich wyceny rynkowej. Bank kupuje firmy „tanie”, by zarobić na wzroście ich notowań. Jednocześnie sprzedawane są akcje firmy „drogich” - bank dokonuje tzw. krótkiej sprzedaży, która pozwala zarabiać na spadku cen akcji. Dobór spółek dokonywany jest co miesiąc. Efekty tego złożonego procesu odzwierciedla indeks Alpha Pairs Sectors.
 
Sercem indeksu jest sam proces wyceny nazwany przez Deutsche Bank CROCI (cash return on capital invested). Chodzi w nim o to, by w jednolity i obiektywny sposób oszacować wartość firm z różnych regionów świata. Wartość ta może zależeć np. o zasad rachunkowości. Na przykład Lufthansa wlicza w koszty utrzymanie samolotów przez 12 lat, a British Airways nawet przez 25 lat. W pierwszym przypadku mamy więc zaniżenie księgowej wartości firmy, w drugim: zawyżenie. Tymczasem samoloty użytkowane są średnio przez 20 lat i taki okres amortyzacji stosuje Deutsche Bank w swoich wycenach. W analogiczny sposób, wszelkie aktywa firmy - nawet te o charakterze niematerialnym (np. marka) - wyceniane są przez Deutsche Bank według realnej wartości. W przypadku Alpha Pairs Sectors również dostępna jest wieloletnia historia wyników (strategia działa od 1996 roku. Roczny wynik indeksu to 9,7 proc. przy bardzo niskiej zmienności (niespełna 6 proc. rocznie). Indeks Alpha Pairs Sectors po raz pierwszy został wykorzystany w Polsce w lokacie Kameleon przygotowanej przez Wealth Solutions.
 
Analogicznych rozwiązań inwestycyjnych na zagranicznych rynkach jest całkiem sporo i wkrótce z pewnością trafią one do Polski. Warto zwrócić uwagę na różnice między tradycyjnymi funduszami hedge a opisanymi wyżej strategiami.
 
1. Stopa zwrotu wyższa niż indeks.
 
Indeksy typu Alpha Pairs Sectors czy New Frontier charakteryzują się niewielką zmiennością wyników w czasie. Ta zmienność jest najczęściej z góry ograniczona do poziomu 6 czy 8 proc. rocznie podczas, gdy w przypadku zwykłych indeksów giełdowych typu WIG20 jest to często ponad 30 proc. Im niższa zmienność tym oczywiście niższe ryzyko straty. Z tego faktu wynika jeszcze inna ważna cecha: wiele rodzajów opcji wystawianych na bazie tych indeksów jest relatywnie tanich, a to pozwala tworzyć produkty strukturyzowane o bardzo ciekawych parametrach. W praktyce oznacza to, że w ramach lokaty strukturyzowanej wskaźnik udziału we wzroście indeksu może być równy bądź wyższy niż 100 proc. W 4-letniej lokacie Kameleon stopa zwrotu wyniesie 1,5-krotność wzrostu indeksu Alpha Pairs Sectors. ING Bank Śląski zaoferował 100-proc. udział we wzroście indeksu New Frontier w ramach lokaty 3-letniej. Takie parametry nie byłyby możliwe do uzyskania w przypadku np. indeksu WIG20.
 
2. Niższe koszty
 
Fundusze hedge z reguły pobierają prowizje od sukcesu - jeśli stopa zwrotu przekroczy 15 czy 20 proc. w skali roku wówczas fundusz inkasuje np. 20 proc. od nadwyżki lub nawet od całego zysku. Poza tym pobierana jest stała opłata za zarządzanie rzędu 2 proc. w skali roku. Ten system jest coraz częściej krytykowany - ostatnio przez Warrena Buffeta, który określił go jako "groteskowy". W praktyce oznacza to, że fundusze inkasują bardzo wysokie opłaty za zarządzanie w dużej części dzięki temu, że na giełdzie panuje hossa, a ryzyko błędnie podjętej decyzji przez zarządzającego i tak ponosi inwestor. To rozwiązanie nie jest stosowane w wyżej opisanych indeksach. Co więcej, nie są one obciążane stałymi opłatami za zarządzanie.
 
3. "Bardziej hedge"
 
Fundusz hedge ma być z założenia inwestycją alternatywną dla funduszu akcji czy bezpośredniej inwestycji na giełdzie. Najlepiej byłoby więc, gdyby zależność między wynikami funduszu a zachowaniem giełdy była niewielka. Mierzy się to tzw. współczynnikiem korelacji. Jeśli współczynnik ten jest bliski 1 to oznacza, że fundusz hedge podąża za ogólnym trendem na rynku i nie jest specjalną alternatywą dla prostej inwestycji w akcje. Dla przykładu, korelacja między funduszem Superfund (kategoria B), a indeksem WIG w okresie od 21.12.2005 do 05.11.2007 (tak długo działa fundusz) wynosi 0,54. Jest to więc poziom dość istotny. Tymczasem korelacja między indeksem Alpha Pairs Sectors a MSCI World (indeks skupiający większość głównych indeksów giełd na świecie) wynosi tylko -0,04 (za okres od grudnia 1995 do sierpnia 2007). W praktyce więc oba indeksy nie są od siebie w żaden sposób zależne.
 
4. Brak podatku Belki
 
W polskich warunkach lokaty strukturyzowane zazwyczaj tworzone są w formie ubezpieczeń na życie. Dzięki temu możliwe jest uniknięcie podatku Belki. Jest to z pewnością duża wartość dodana - szczególnie jeśli strategia przyniesie wysoką stopę zwrotu.
 
5. Szybko na rynku
 
Uruchomienie funduszu inwestycyjnego w Polsce może zająć wiele miesięcy, tak długo trwa procedura w Komisja Nadzoru Finansowego. Strategię inwestycyjną typu New Frontier czy Alpha Pairs Sectors można zaoferować klientowi w ciągu kilku tygodni. Indeks można „opakować” w formę prawną ubezpieczenia lub lokaty bankowej, a w tym przypadku jest zdecydowanie mniej formalności.
 
6. Gwarancja kapitału
 
produkty strukturyzowane oferowane w Polsce z reguły zapewniają pełną gwarancję kapitału w określonym horyzoncie inwestycyjnym. Możliwe jest również konstruowanie lokat o częściowej np. 80-procentowej gwarancji kapitału. Dla inwestora to ważna informacja. W najgorszym wypadku bowiem na koniec okresu jego strata nie przekroczy poziomu 20 proc. Takiej gwarancji trudno szukać w funduszach hedge. W obecnych czasach po wielu latach hossy wspomniany mechanizm może się okazać dla inwestora bardzo cenny.
 
Fundusze hedge powinny stanowić istotne uzupełnienie portfela inwestycyjnego - szczególnie w niepewnych czasach, kiedy dalsze wzrosty na giełdzie stoją pod znakiem zapytania. Ważne jest jednak, by definiować je możliwie szeroko i nie ograniczać sobie możliwości wyboru. Dzięki temu do tej kategorii zostaną zakwalifikowane wybrane produkty strukturyzowane, które mają przecież ten sam cel: zysk, w każdych nawet trudnych warunkach. Co ważne, mają też możliwości by ten cel osiągać.
Komentarze (8)
Lokaty strukturyzowane lepsze od funduszy inwestycyjnych
 Oceń wpis
   

Lokaty strukturyzowane nie są konkurencją wyłącznie dla depozytów bankowych, ale przede wszystkim dla funduszy inwestycyjnych. "Struktury" mogą mieć znacznie większy potencjalny zysk i to nie tylko w trakcie wzrostów na giełdzie. Co więcej, w polskich warunkach zyski z takich inwestycji są dodatkowo zwolnione z podatku Belki.

Większość banków oferuje swoim klientom fundusze inwestycyjne oraz mniej lub bardziej typowe depozyty. Oczywiście bardziej zyskowne z punktu widzenia poziomu prowizji dla banku są fundusze - bank inkasuje opłatę dystrybucyjną oraz większą część opłaty za zarządzanie. Znacznie mniej rentowne - dla banków, ale też dla klientów - są zwykłe lokaty, na których nadal Polacy trzymają połowę swoich oszczędności. Nie wszyscy klienci skłonni są przenieść pieniądze do funduszy akcji czy stabilnego wzrostu - głównie z uwagi na swoją niską skłonność do ryzyka. W efekcie banki coraz częściej wprowadzają produkty strukturyzowane jako coś w rodzaju "lokaty bankowej z dopalaczem". Inwestorzy chętnie zamieniają "pewne 4 proc. rocznie" na „możliwe do osiągnięcia 10 proc. przy gwarancji zachowania kapitału”.

Jeden z banków pochwalił sie ostatnio wynikami swojej 2-letniej lokaty strukturyzowanej - przyniosła 12 proc. zysku, a więc ok. 6 proc. rocznie. To oczywiście nieco więcej niż na zwykłej lokacie bankowej. Warto jednak dodać, że lokata opierała się rynek akcji, a dokładnie o indeksy akcji europejskich, japońskich i amerykańskich. Ostatnie 2 lata to - mimo wakacyjnej przerwy - okres wzrostów na giełdach. W przypadku omawianego produktu udział we wzroście indeksów był okrojony w efekcie klienci uzyskali rentowność na poziomie nieco wyższym niż na lokacie. Mówiąc obrazowo: bank zainstalował silnik ferrari w dużym fiacie, a następnie pochwalił się zwycięstwem w rajdzie "weteranów szos".

Lokaty strukturyzowane nie potrzebują taryfy ulgowej, jaką jest zestawianie ich z depozytami bankowymi. Pod warunkiem oczywiście, że zostaną dobrze skonstruowane, a klienci uzyskają pełną informację, a nie tylko przekaz o „lokacie z dopalaczem”. Dla przykładu, inwestycja w akcje powinna mieć horyzont 4-5 letni. I takie właśnie "struktury" można opierać na indeksach giełdowych. Nie trzeba wówczas obcinać udziału inwestora we wzroście akcji - może on zarobić tyle ile zyska np. WIG20 czy S&P 500. Być może nie uda się wówczas utrzymać 100 proc. gwarancji kapitału, a jedynie 90-procentową (maksymalna strata to 10 proc.). Czy mimo to nie jest to jednak rozwiązanie lepsze od funduszu akcji? Taki fundusz co roku obciąża aktywa opłatą za zarządzanie, co utrudnia mu pokonanie indeksu giełdowego. Dodatkowo fundusz - nawet najbardziej agresywny - musi utrzymywać część swoich aktywów poza giełdą. Jest to konieczne do realizacji bieżących wypłat na rzecz klientów. W przypadku „struktury” mamy proste uzależnienie wyniki od indeksu giełdowego. Może to być zależność 1:1, ale – przy odpowiedniej konstrukcji produktu – możemy także zarabiać np. 1,5-krotność wzrostu indeksu. Nie ponosimy ryzyka, że osoba zarządzająca naszymi pieniędzmi błędnie oceni sytuację na rynku i np. kupi więcej obligacji niż akcji. A to dlatego, że takie osoby nie ma i być nie musi.

Wśród inwestorów pokutuje też przekonanie, że inwestycja w lokatę strukturyzowaną oznacza zamrożenie pieniędzy na określony czas. Nic bardziej mylnego. Lokaty strukturyzowane mogą i powinny być inwestycją płynną. Nie ma żadnych obiektywnych powodów do tego, by klient mógł w każdej chwili wycofać swoje środki po aktualnej rynkowej wartości lokaty. W praktyce oznacza to wartość obligacji oraz opcji, z których taka lokata się składa. Jest wówczas szansa na realizacją zysku przed zakończeniem inwestycji.

Praktyka jest jednak często inna - instytucje finansowe chętnie odbierają klientom możliwość decydowania o swoich pieniądzach w trakcie trwania lokaty. Skoro klienci są przyzwyczajeni do zamrażania środków na depozytach, czemu nie mieliby się na to zgodzić ponownie, gdy jest szansa na wyższy zysk? Jest to więc wykorzystywanie niewiedzy klientów, którzy powinni się domagać płynności strukturyzowanych inwestycji.

"Struktury" mogą z powodzeniem konkurować z funduszami. Można jednak przytoczyć kilka dodatkowych argumentów na poparcie tezy, że lokaty strukturyzowane mają nad funduszami przewagę.

1. Większe możliwości inwestycyjne

Fundusze są najczęściej lepszym lub gorszym odbiciem indeksów giełdowych ewentualnie mieszaną indeksów i papierów dłużnych. Na większości tych indeksów można opierać lokaty strukturyzowane (na zasadach opisanych powyżej). Bogactwo rozwiązań inwestycyjnych w przypadku struktur jest jednak znacznie większe. Może to być na przykład możliwość zarabiania na spadkach cen akcji (w sposób automatyczny i bezpośredni a nie "hipotetyczny", gdy zarządzający funduszem uzna, że „już czas”) czy też oparcia wyniku lokaty o instrumenty niedostępne dla inwestora na danym rynku.

Dobrym przykładem jest złoto. Ceny złota rosną dynamicznie od kilkunastu miesięcy, a systematycznie od dobrych kilku lat. Sęk w tym, że niewielu inwestorów faktycznie na tym zyskało - złoto notowane jest w dolarach, a kurs amerykańskiej waluty do złotego systematycznie spada niwelując znaczną część zysków ze wzrostu ceny złota.

Dodatkowo, dostępność instrumentów pozwalających zarabiać na złocie jest niewielka - można je znaleźć w kilku biurach maklerskich. Tymczasem na złocie można bez większych problemów oprzeć lokatę strukturyzowaną. Co ważne, może to być lokata w złotówkach. W takiej sytuacji nie interesuje nas ryzyko kursowe, a jedynie procentowe zmiany ceny złota. Możliwości inwestycyjnych jest mnóstwo. Pod względem wykorzystania potencjalnych rozwiązań polski rynek nie odbiega już znacząco od rynków Europy Zachodniej - zagraniczne banki specjalizujące się w "strukturach" takie jak BNP Paribas, Societe Generale czy Deutsche Bank są u nas bardzo aktywne i promują swoje zaawansowane rozwiązania. Problemem może być tylko ich praktyczne wykorzystanie przez polskich dystrybutorów. A dla nich punktem widzenie jest poziom prowizji oraz konieczność dopasowanie się do preferencji „przeciętnego klienta”, który - zdaniem banków – potrzebuje „lokaty z dopalaczem”.

2. Potencjalnie niższe koszty

Lokata strukturyzowana to automat - tworzy się tylko raz i w tym momencie wiemy już w jaki sposób będzie policzony zysk na koniec inwestycji. Niewiadomą jest tylko zachowanie rynku finansowego i aktywów, na których produkt jest oparty. To sprawia, że taka lokata może i powinna być obarczona znacznie niższymi prowizjami niż aktywnie zarządzany fundusz inwestycyjny. I w praktyce najczęściej tak jest.

Nawet w polskich warunkach łączne koszty w większości lokat strukturyzowanych są znacznie niższe niż w funduszach. Problem w tym, że koszty te nie są otwarcie prezentowane klientom. To budzi podejrzenia inwestorów, a dla części instytucji jest pretekstem do naliczenia zdecydowanie zbyt wysokich marż. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by np. 5-letnia lokata strukturyzowana obarczona była łącznym kosztem rzędu 5 proc. podczas, gdy w tym samym czasie fundusz akcji może pobrać np. 25 proc. (opłata dystrybucyjna, za zarządzanie).

3. Brak podatku Belki

Lokaty strukturyzowane często oferowane są w Polsce w "opakowaniu" ubezpieczeniowym. W takiej sytuacji środki wpłacane przez klienta to składka, a ewentualny zysk to świadczenie ubezpieczeniowe, które jest wolne od podatku. Klienci przyzwyczajeni są do innego typu polis - oferowanych przez firmy takiej jak Aegon czy Skandia "supermarketów" funduszy inwestycyjnych opakowanych w ubezpieczenie. W tym przypadku mamy do czynienia z tzw. ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK), które są opodatkowane na podobnej zasadzie jak zwykłe fundusze inwestycyjne.

W "strukturach" wykorzystywana jest inna forma ubezpieczenia - nie mamy tutaj do czynienie z UFK, a zysk z inwestycji obliczany jest według z góry ustalonego wzoru. Być może w najbliższym czasie podatek Belki zostanie zniesiony. Nie oznacza to oczywiście końca lokat strukturyzowanych - mogą one być oferowane w formie lokat bankowych, obligacji giełdowych czy zamkniętych funduszy inwestycyjnych. "opakowań" jest wiele, znacznie ważniejsza zawartość, a ta obroni sie także przy braku przywilejów podatkowych - tak jest na większości rozwiniętych rynków finansowych.

W lokatach strukturyzowanych tkwi ogromny potencjał, który może być wykorzystany z korzyścią dla klientów. Produkty te są efektem ewolucji rynku finansowego i pod wieloma względami przewyższają rozwiązania „poprzedniej generacji”. Najważniejsze jest jednak to, by instytucja finansowe dojrzały do tego, by wykorzystać wszystkie dostępne możliwości z pożytkiem dla inwestorów.

Komentarze (8)
Najnowsze wpisy
2010-06-25 20:15 Quo vadis struktury?
2008-11-30 11:59 Toksyczne aktywa czy błędy zarządów?
2008-11-12 15:02 Recesja to nie zawsze bessa
2008-10-24 17:28 Drżyjcie przyszli emeryci
2008-10-15 09:46 Na kryzys - gwarancja kapitału
Najnowsze komentarze
2015-02-15 09:47
wispawel12:
Drżyjcie przyszli emeryci
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
2014-01-06 19:31
najlepszeprezenty.com.pl:
1:0 dla Banku Pocztowego
:)
2014-01-02 12:53
inwestycje-finanse:
Quo vadis struktury?
Dodam, że na strukturach straciłem dużo. Nie polecam!
O mnie
Maciej Kossowski
Prezes firmy Wealth Solutions
Kategorie
Ogólne